Z pamiętnika geriatryka

Wpisy

  • czwartek, 15 listopada 2018
    • Jestem leniwa

      

      I doprawdy trudno mi tutaj to lenistwo ukryć. Nie chce mi się nic - nawet pisać. A przecież mam co…


      Zeszły weekend spędziłam we Wrocławiu. Bo jakiś czas temu nawiązałam kontakt z koleżanką z technikum, która tam teraz mieszka.


      A tak w ogóle, to ja zaczęłam technikum 4 -letnie w jednej miejscowości, w połowie klasy III (przedmaturalnej) przeprowadziłam się i cofnięto mnie do II klasy technikum 5-letniego (inny profil). Całe szczęście, że poszłam rok wcześniej do szkoły, bo w rezultacie skończyłam tę inną szkołę z moim rocznikiem i w innym mieście dwa lata później.


      I ta koleżanka z Wrocławia to z tego pierwszego technikum. W czasie mojego pobytu we Wrocławiu w maju tego roku, spotkałam się z tą koleżanką chwilę przejazdem na dworcu, a potem kontaktowałyśmy się z lekka telefonicznie. I umówiłyśmy się na zorganizowanie spotkania jesienią z całą naszą grupą (było nas wtedy 7 przyjaciółek).

      To było rewelacyjne spotkanie, na które dojechało nas sześć. Naprawdę nie spodziewałam się, że po 47 latach nie widzenia, można się tak dobrze czuć ze sobą, że można mieć wspólne tematy i nie móc się nagadać! Siedziałyśmy w kawiarni i wszystko było dobrze, dopóki nie zaczął się dansing. Potem wydzierałyśmy się do siebie, aż w końcu o północy poszłyśmy do domu jednej z nich. Tam jeszcze plotkowałyśmy do 2 w nocy, po czym pojechałyśmy do hotelu. A na drugi dzień do domu.


      w 1971 i teraz

       

      Gardła wszystkie po tym miałyśmy zdarte, byłyśmy niewyspane, zmęczone, ale zadowolone i postanowiłyśmy powtórzyć spotkanie na wiosnę w miasteczku, w którym się uczyłyśmy. Postaramy się także zaprosić więcej osób z klasy - może się skuszą.


      Nie mogę się też jakoś zebrać, żeby zrobić filmy ze zdjęć z urlopu. Ciągle odkładam to na “jutro”. Jak już napisałam - jestem leniwa…

      Późno (bardzo późno) wstaję, ciągle dużo czytam i naprawdę na nic więcej nie mam natchnienia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jestem leniwa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 listopada 2018 20:24
  • wtorek, 06 listopada 2018
    • Siedem oprócz radości

      

      Jeżeli skuszę się na jakiś film w kinie, to przecież nie musi to być od razu film psychologiczny - prawda? Lubię przecież lekkie komedie, naiwne romantyczne filmiki o miłości, durne filmy, w czasie których można się śmiać całym człowiekiem… Lubię nawet nieco fantastyki, takiej delikatnej - bez przesady, ale żeby COŚ TAKIEGO???

      Życie i bez filmów psychologicznych jest ciężkie, skomplikowane i pełne zasadzek. Po co to jeszcze roztrząsać i na dodatek płacić za to niemałą kasę?

      A może ja jestem już za stara, żeby się śmiać z niektórych rzeczy? Może zbyt serio biorę życie, może zbyt biorę wszystko do siebie?

      To już drugi raz, kiedy to niespodziewanie dla mnie, znalazłam się w kinie na dramacie (pierwszy był Juliusz” - spodziewałam się, że idę na komedię). Zaskoczenie było tym większe, że spoty reklamowe wprost ryją ze śmiechu…, spodziewałam się więc po filmie “7 uczuć”, że pewna dawka radości mnie nie ominie. W kontekście filmu jednak nawet to, co mogłoby się wydawać przedtem śmieszne - nie pobudzało mnie jakoś do śmiechu.

      A w drugiej połowie filmu już tylko wycierałam ukradkiem łzy, bojąc się, że ktoś zauważy i się mocno zdziwi.

      Bo zobaczyłam nagle w tym obrazie siebie w tym wieku, siebie w szkole, w domu. Nagle utożsamiłam się z kilkoma bohaterkami tej historii. I zaczęłam sobie współczuć, zaczęłam się złościć wewnętrznie na swoje dzieciństwo i całą jego otoczkę. I tak - też miałam wtedy myśli samobójcze z podobnych powodów, także czułam się nierozumiana, wykorzystywana, niedoceniana i niekochana To wszystko wróciło do mnie w czasie projekcji filmu jak bumerang i na koniec już łzy leciały mi ciurkiem…

      Teraz już na zimno spostrzegłam, że jeżeli film ogarnia takie fakty, to przecież nie mogą być one jednostkowe. Nie tylko ja musiałam mieć takie spaprane dzieciństwo, bo przecież Marek  Koterski na ten temat ze mną nie rozmawiał. Musiał to wszystko wyciągnąć ze swojej pamięci lub opowiadań innych… Zresztą sama pamiętam moje zdziwienie, kiedy okazało się, że moje przeżycia z tamtego czasu są podobne do przeżyć wielu moich rówieśników (myślałam, że to tylko ja mam takie życie). Taki to podobno był czas (lata 50-60) i stosunek rodziców do dzieci.

      I ten początek filmu, który zaczyna się na sesji u psychologa… Czyżby rzeczywiście dzieciństwo miało taki olbrzymi wpływ na nasze późniejsze zachowania, relacje, całe życie? Jeśli tak, to chyba się cieszę, że całkiem jeszcze nie zwariowałam. Że udaje mi się czasami utrzymać jakieś pozytywne relacje z ludźmi…

      Ale nie chcę wracać do tego, co było pięćdziesiąt lat temu - nawet, a może zwłaszcza  prowokowana filmem.

      I obiecuję sobie solennie, że przed pójściem do kina na następny film, dokładnie przeczytam wszystkie recenzje. I dopiero wtedy zdecyduję. Nie wcześniej.


      wszyscy jesteśmy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Siedem oprócz radości”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 listopada 2018 23:50
  • poniedziałek, 08 października 2018
    • Przed wylotem

      

      Aż musiałam wrócić do mojego bloga i sobie przypomnieć swoje odczucia przed wyjazdem w zeszłym roku. I okazało się, że ponownie tak samo to przeżywam. Jestem w totalnej rozsypce, mam lekką trzęsionkę, boli mnie brzuch i najchętniej zaszyłabym się w mysiej dziurze!  Znowu będę musiała się ratować alkoholem???


      Teneryfa

       

      Oczywiście - jeszcze nie jestem spakowana i pewnie spakuję się dopiero, jak przyjedzie Przyjaciółka. No - nie mogę się ogarnąć i już.

      Niby to nie pierwszy raz i powinnam to mieć opanowane, ale jednak tak nie jest.


      Z nerwów przed niedzielą zrobiłam gruntowne porządki (z myciem okien). Poprałam wszystko, co się dało. Jutro jeszcze idę do fryzjerki podciąć włosy i do maniciurzystki zrobić pazury. Jeszcze w tzw. międzyczasie czytam “Hashtag” Mroza, bo przed wyjazdem mam termin zwrotu. Przed tą książką przeczytałam też “Noc ósmą” (Sebastian Fitzek) i to kolejne książki o tym, że internety kiedyś się na nas zemszczą… ;))) [to temat na rozwinięcie, ale nie dziś]


      Oczywiście zaraz po powrocie, pod koniec października, postaram się sukcesywnie opisać tegoroczną wyprawę. Tym razem (jeżeli warunki pogodowe pozwolą, a i zdrowie wszystkich uczestników dopisze) mamy dużo obszerniejszy program zwiedzania: praktycznie co drugi dzień zaplanowałam jakąś atrakcję, a co drugi plażowanie. Tak więc będzie co opisywać.


      widok na wulkan Teide

       

      Do poczytania!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Przed wylotem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 października 2018 13:28
  • poniedziałek, 01 października 2018
    • Ostatnie 3 miesiące - streszczenie

      

      Trzy miesiące to chyba dość dużo czasu i chyba wypadałoby się w końcu przestać leniwić.

      Przy czym leniwienie się dotyczy - w moim przypadku - tylko pisania bloga. Bo generalnie te minione miesiące były dla mnie dość intensywne. Ja wiedziałam, że nie będę się nudzić na emeryturze, ale nie wiedziałam, że aż tak będę zajęta. Fakt, że wstaję codziennie o 10.00 (spać się kładę ok.1-2 w nocy), ale cały dzień mam jakieś zajęcie tak, że nawet czasami nie nadążam...


      Początek lipca upłynął pod znakiem moich 63 już urodzin. To się w głowie nie mieści, jak teraz szybko czas pędzi! Wciąż nie mogę się temu nadziwić. A imprez teraz urodzinowych żadnych nie robię - czekam na te okrągłe! ;))) Ale męża zaprosiłam jednak do greckiej restauracji na fajne, tamtejsze jedzonko - było pysznie!


      dania w El Greco

       

      W lipcu okazało się też, że po raz siódmy zostanę babcią (mam 3 wnuczki i 3 wnuków). Z tej okazji byłam z córką na badaniach prenatalnych i na własne oczy po raz pierwszy widziałam usg takiego małego fasolka. To niesamowite - ta technika - wszystkie części ciała w olbrzymim powiększeniu, wszystko można zobaczyć, sprawdzić. Byłam bardzo wzruszona i podekscytowana. Na następne takie badanie we wrześniu  córka poszła już z zięciem (zięć mi sfilmował to badanie) i wtedy też okazało się, że to będzie Marysia!


      Potem nastąpiła obrzydliwa fala upałów, która skutecznie wyłączyła mnie z jakiejkolwiek innej działalności oprócz czytania i oglądania filmów w trakcie robienia na drutach.


      zrobiłam sobie sweterek

       

      Tylko do tego byłam zdolna w mieszkaniu z zamkniętymi oknami, zasłoniętymi roletami i włączonym wentylatorem. Susza panowała u nas długo, wszystkie zapowiadane deszcze czy burze przechodziły bokiem i naprawdę trudno było żyć.

      Na szczęście też dzieciaki porozjeżdżały się wakacyjnie i nie molestowały nas swoją obecnością.


      moje wnuki zdobywają Nord Kapp


      Niestety - w sierpniu trzeba było się jakoś sprężyć, bo obowiązki (miłe) towarzyskie czekały.

      Moja dobra koleżanka z nadmorskiej miejscowości zaprosiła nas do siebie na kilka dni przed jej wyjazdem. Wynajęła ona bowiem swoje mieszkanie na rok, aby przez ten czas zwiedzić trochę świata. Koleżanka jest młoda (rocznik 69), bardzo odważna i dość przedsiębiorcza. Była już w wielu rejonach świata, ale ostatnio kilka razy odwiedziła Bali (także samotnie) i zakochała się w tamtym miejscu. Teraz też wybrała się (już tam jest) na Bali, a stamtąd ma zamiar za chwilę wyskoczyć do Nowej Zelandii. Bardzo jej kibicujemy!

      Tak więc odwiedziliśmy koleżankę - nawet wybraliśmy się w rejs starym jachtem po Bałtyku.


      rejs Victorią po Bałtyku

       

      Potem nie mogłam sobie jeszcze odmówić wizyty u mojej Przyjaciółki (prawie po drodze do domu) ;)))

      Pod koniec sierpnia zaliczyłam jeszcze w jednym tygodniu pogrzeb dobrej, starej znajomej, a także ślub koleżanki jeszcze ze szkoły.


      Wrzesień tradycyjnie rozpoczyna się imieninami mojego męża, ale aktualnie na takie imieniny przychodzi tylko 10 osób, więc się nie spinamy. Robimy tylko obiadek, ciut zakąsek i ciasto do kawy. I wszyscy zadowoleni.


      Potem mieliśmy maraton ślubny, który polegał na tym, że w piątek pojechaliśmy pociągiem na 15.00 na ślub i wesele siostrzenicy męża do Leszna. Rano znowu w pociąg (przez Wrocław i Częstochowę), bo w sobotę o 15.00 oczekiwano nas na odnowieniu ślubów (60) mojej chrzestnej w kościele w kieleckiem…. Potem - oczywiście - wielka impreza do 1 w nocy! A następnego dnia poprawiny i podwieziono nas na dworzec do Krakowa, skąd mieliśmy nocny pociąg do domu… Wróciliśmy w poniedziałek o 8 rano i walnęliśmy się spać!!!


      na dworcu w Krakowie


      W kinie byliśmy na “Mamma Mia! Here We Go Again” (my trzy przyjaciółki i mój mąż) - podobno to była komedia, ale ja się spłakałam jak głupia… Potem poszliśmy (my trzy przyjaciółki i mój mąż) też podobno na komedię “Juliusz”, ale na tym jakoś też nie było nam do śmiechu, bo (wg nas) to bardzo refleksyjny film… No i mocny akcent z piątku - “Kler”, na którym byliśmy bez jednej Przyjaciółki, która nie mogła dojechać. O “Klerze” mogę tylko napisać jedno: oczywista oczywistość i cała prawda o mafii...


      Zaproszeni także byliśmy z Przyjaciółką na pożegnalnego grilla do drugiej Przyjaciółki (lat 48), która właśnie rzuca wszystko i wyprowadza się na stałe do Turcji. Rozwiodła się, sprzedała dom, firmę i ma zamiar spędzić swoje najpiękniejsze lata w cieple i spokoju. Z drugą Przyjaciółką trzymamy mocno kciuki za jej plany - już zapowiedziałyśmy jej swoją wizytę za 2 lata - jak się urządzi i okrzepnie w nowym miejscu. W przyszłym roku nie możemy, bo odwiedzamy inną koleżankę (obiecaliśmy), która mieszka na wyspie greckiej.


      A za 11 dni z mężem i Przyjaciółką wylatujemy znowu do cieplejszego miejsca. Bo to nie jest tak, że nie znosimy ciepła - my nie znosimy upałów, a tam, dokąd lecimy będzie po prostu o tej porze roku ciepło. Przykry tylko będzie powrót, gdy tam pod koniec października będzie 25-27, a u nas 9 st.C. Będzie szok!

      Powinnam się już z lekka zabierać za pakowanie, ale jakoś nie mam natchnienia. Może od jutra?


      Zdrowotnie jakoś daję radę. Kolano boli permanentnie, ale jest to ból do zniesienia. Daję radę nawet na dłuższych dystansach, chociaż staram się nie forsować. I nie mam zamiaru. Reszta - stosownie do wieku!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Ostatnie 3 miesiące - streszczenie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 października 2018 00:10
  • niedziela, 01 lipca 2018
    • Spotkanie

      

      Byliśmy na corocznym spędzie starych znajomych. Są to nasze połowinki, bo spotykamy się zawsze mniej więcej w połowie roku, w sobotę. Od 10 lat spotykamy się w 4 pary na grillu. Każdy przynosi jakieś żarełko i picie. Oczywiście kiedyś wyglądało to inaczej niż obecnie: na stole królowały mocne alkohole - bywało tak, że ogarnialiśmy jednocześnie i wódeczkę, i piwo… Do jedzenia także były przygotowywane  “tony” mięsiwa, sałatki, zakąski i zagryzki. Przez te 7-8 godzin (rozchodziliśmy się zwykle koło 1-2 w nocy) wszystko to, co na stole zwykle zostało zmiecione, a alkohol wypity, co znacznie wpływało na nasz stan. Z radością i nierzadko pieśnią na ustach rozprowadzaliśmy się po domach, dzierżąc w dłoniach puste torby z pustymi naczyniami po potrawach. Na drugi dzień leczyliśmy kaca i usiłowaliśmy ugnieść spasione brzuchy…  I za każdym razem obiecywaliśmy sobie wszyscy, że następnym razem zaniesiemy tam mniej jedzenia, a już na pewno mniej alkoholu…

      Tak mijały lata, a nasze obietnice nigdy nie zostały spełnione. Każdy zawsze przynosił po kilka dań (dla 8 osób), parę zgrzewek piwa, a to jakąś oryginalną wódeczkę, a nawet wino własnej roboty. Szczerze powiem, że zupełnie przestało mi to odpowiadać ponad 4 lata temu, bo byłam po operacji usunięcia pęcherzyka żółciowego (dieta!). Zauważyłam też, że i inni zaczęli niedomagać i też im już nie służy i to picie, i żarcie. Któregoś razu zaniosłam na takie spotkanie tylko sałatkę grecką i piwo - inni też zaczęli się ograniczać.

      Wczoraj niby wszystkiego było mniej niż zwykle, ale i tak wyszliśmy napchani jak balony. Fakt, że wszyscy trzeźwi, bo tylko po kilku piwach na łebka.


      słodkie grzybki, które zrobiłam na imprezę

      Rozmowy też przez te lata zmieniły mocno kierunek. Przedtem królowały rozmowy o podróżach, wspomnienia z wyjazdów i plany na następne wojaże. Panowie dyskutowali godzinami o samochodach, a panie o pracy, dzieciach. Teraz każda rozmowa, choćby rozpoczynała się od czegoś innego, schodziła na choroby, lekarzy, zabiegi itp. Panie dodatkowo wprowadziły temat wnuków. Ja usiłowałam sprowadzić dyskusję na poważniejsze tory - rozpoczęłam o uchodźcach, o tolerancji, o zanieczyszczaniu środowiska. Okazało się, że przez tyle lat tak naprawdę nie znałam ludzi, z którymi się spotykałam! Kolega, którego zawsze bardzo lubiłam i szanowałam, okazał się homofobem. Drugi - totalnym islamofobem… Zero tolerancji dla odmienności - zwłaszcza takiej skrajnej. Dla mnie - osoby niezwykle tolerancyjnej i nie oceniającej człowieka wg jego wyznania czy orientacji seksualnej - to postawy niedopuszczalne.

      Zawsze w takich momentach myślę sobie: co ty - kolego zrobisz, gdy twój wnuk przyprowadzi ci do domu narzeczoną ciemnoskórą muzułmankę? Zmienisz poglądy, czy wyrzucisz z domu wnuka?

      Świat się zmienia i myślę, że musimy się pogodzić z różnorodnością - ludzi także. Nie uciekniemy i nie schowamy się przed tym. Tak myślę.

       

      A jeszcze muszę pokazać sowę, która urzęduje u nas w parku. Wygląda w tej dziupli jak wyrzeźbiona:


      sowa w naszym parku

       

      No i jeszcze informuję, że zaczęłam sweterek, o którym pisałam. Ciekawe, kiedy uda mi się go skończyć, i czy stanie się to przed wyjazdem w październiku...


      rozpoczęty sweterek

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Spotkanie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 lipca 2018 13:49