Z pamiętnika geriatryka

Wpisy

  • czwartek, 19 października 2017
    • Wróciłam już, wróciłam!

      Tyle tylko, że od razu wpadłam w wir pracy - musiałam ogarnąć jakoś te "miliony" zdjęć i filmów. Musiałam też się zająć zaszłościami, związanymi z wyprawą, bowiem na niej przydarzyło nam się wiele z tych punktów, które są ujęte w zakresie ubezpieczeń turystycznych.

      Żeby nie było niedomówień - my z Przyjaciółką wróciłyśmy z wyjazdu bardzo zadowolone, ale mój mąż miał zwyczajnego pecha. I już dziś się zarzeka, że w przyszłym roku się nigdzie nie wybiera. Zobaczymy...


      Tak więc zaczęło się u nas w domu. Ktoś musi być winny prześladujących nas zdarzeń, więc niech to będzie Przyjaciółka, która z mety chciała przejść z pokoju na balkon przez szklane drzwi... Ona twierdzi, że mam za czyste szyby - ha, ha, ha!!! Potem, żeby przypieczętować ciąg niezwykłych zdarzeń - zgniotła tapczanem lampkę. No, trudno. I my naiwne myślałyśmy, że to by było na tyle...

      Sprawnie udało nam się spakować w dwie walizy i jedną wielką torbę (nie licząc oczywiście bagaży podręcznych). Podróż taksówką na dworzec PKS i potem autobusem na zagraniczne lotnisko także przeszła gładko, zgodnie z planem. Nawet na lotnisku sprawnie znaleźliśmy miejsce naszej odprawy biletowo-bagażowej i tu już nastąpiły pierwsze trudności.


      Nadmieniam, że nasza grupka miała w składzie osoby w wieku 54, 62 i 78. Żadne z nas nie może powiedzieć, że zna jakikolwiek język (oprócz polskiego) w stopniu choćby podstawowym. Ja uczyłam się w szkole rosyjskiego, potem (dawno temu) na krótkim kursie nieco niemieckiego. Mąż nic a nic, a Przyjaciółka skubnęła trochę niemieckiego w pracy. Obie z Przyjaciółką miałyśmy lecieć po raz pierwszy samolotem i to od razu z zagranicy za granicę. Mąż latał, ale wieki temu i zawsze pod czyjąś opieką. Przyznaję, że podróż ta urodziła się w mojej głowie, bo dlaczego nie? Przecież - mówią - do odważnych świat należy!


      I teraz - mówią coś przez megafony (po niemiecku), ale powiedzmy sobie szczerze: nawet w Polsce po polsku jak mówią przez megafony, to i tak niewiele można zrozumieć. Patrzymy więc na innych w kolejce i cierpliwie czekamy. Na tablicy nasz lot zyskał status delayed, co zrozumiałam, chociaż to na pewno nie po niemiecku ;))) I tak czekamy...

      W końcu otworzyli nasz check-in, podeszliśmy i znowu przeżylismy chwile grozy. Po zważeniu naszych bagaży, pani do kart pokładowych dołączyła nam  trzy bileciki, na których zrozumieliśmy tylko wydrukowane 15 euro. Pomyśleliśmy (chociaż mnie wydawało się to niemożliwe, bo ważyliśmy w domu walizy i miały jeszcze spory zapas), że to pewnie trzeba opłacić nadbagaż. Trudno. Zaczęłyśmy więc szukać, gdzie ten nadbagaż opłacić. Mąż został z torbami, a gdy tak sobie rozmawiałyśmy szukając, zaczepił nas przemiły pan - pracownik lotniska - Polak. Popatrzył na nasze karteczki (ja w ręku miałam oprócz nich 50 euro na te opłaty) i podszedł z nami do okienka, gdzie pani po niemiecku zaczęła się z nim sprzeczać. W końcu okazało się (nie potęgujmy napięcia), że te kartki to bony po 15 euro na każdego od przewoźnika, jako zadośćuczynienie za opóźnienie lotu. No i co? Nawet znajomość niemieckiego panu nie pomogła. ;))) Też nie wiedział, o co biega, a przecież mówił, że pracuje tam już kilka lat!

      Okazało się bowiem, że nasz lot z godziny 16.40 został przełożony na 23.30. Mamy więc czekać w jednym z licznych barów, posilając się i popijając na koszt linii lotniczej. Nawiasem mówiąc - pierwszy raz (także!) zjadłam cheeseburgera - i chyba ostatni!

      Siedzieliśmy i obserwowaliśmy ludzi wychodzących z hali przylotów. Wielu z nich wracało z wojaży bardzo skąpo ubranych, opalonych, zadowolonych. A my - jak te sieroty obrzygane - siedzieliśmy i czekaliśmy myśląc, o której godzinie w takim razie zameldujemy się w naszym hotelu po przylocie na miejsce, skoro tam z lotniska jedzie się jeszcze dwie godziny.


      No cóż - zechciało się egzotycznych wakacji pod palmami, to trzeba było trochę jeszcze poczekać.

      na lotnisku

      Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wróciłam już, wróciłam!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 października 2017 19:50
  • piątek, 22 września 2017
    • Przed urlopem

      Już dawno nie byłam taka zdenerwowana, podekscytowana, podniecona - nie wiem jeszcze jak to określić. Niby wszystko przygotowałam, niby opracowałam wszystkie ewentualności, całe plany działania... Niby wszystko "obstukałam" - obejrzałam wszystkie materiały na YT, poczytałam relacje, wydrukowałam mapki, instrukcje, a trzęsłam się dzisiaj cały dzień, jak nie przymierzając alkoholik bez dostępu.

      Przyszła córka po klucze od chaty, coby się zaopiekować, a ja wyciągnęłam nalewkę z barku i nalałam sobie potężnego kielonka! Pomogło na trzęsionkę wewnętrzną, ale za to senność mnie zmogła niemożebnie! Jak córka poszła, to ja ległam w poziomie na dwie godziny!

      Potrzebne mi to było, bo od kilku dni bardzo marnie spałam. Chodziłam późno spać, budziłam się w nocy, potem nie mogłam zasnąć. W dzień też jakoś się nie składało... Jednak czasem alkohol pomaga... ;)))

      Jutro przybywa Przyjaciółka. Robimy przepakowanie bagaży, żeby we wszystkich walizach było po równo. Powrzucamy pewnie jeszcze trochę jakichś przydasi, bo przecież wyjazd na dwa tygodnie to się niczym nie różni od wyjazdu na dwa miesiące i wszystko się przydać może - nieprawdaż? ;)))

      Jutro też planujemy rozpracować jakieś winko (Przyjaciółce się pewnie udzieli mój reisefieber, choć zarzeka się, że dotychczas nic jej nie rusza). Potem pójdziemy spać, a w niedzielę ruszamy na wojaże.

      Do zobaczenia za dwa tygodnie z okładem!

      Balea-Reisefieber-Handcreme

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Przed urlopem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      piątek, 22 września 2017 22:53
  • sobota, 16 września 2017
    • Streszczenie miesiąca

      Żyję, żyję. Nawet dość intensywnie żyję i nawet nie mam czasu ani ochoty siedzieć w blogach. A tym bardziej pisać...

      Będzie teraz w bardzo wielkim skrócie:

      Byłam u ortopedy z moim kolankiem. Spojrzał na rtg, zagwizdał i powiedział, że jest baaardzo źle. Kolano do wymiany (jakbym nie wiedziała!). Terminy pięcioletnie! :))) Jednak na razie zrobi mi artroskopię (coś mi tam spiłuje, żeby nie urażało przy chodzeniu) i proponuje termin jutrzejszy, bo mu się zwolniło miejsce.

       Niestety - uświadomiłam mu, że wyjeżdżam pod koniec września na dwa tygodnie i teraz żadne zabiegi są niemożliwe. Polecił mi zatem zapisać się na zabieg w szpitalu (co szybko zrobiłam) i będę na niego czekała prawdopodobnie do stycznia. Ok. Pewnie po rekonwalescencji da mi skierowanie do sanatorium, czyli już mam plany wyjazdowe na wiosnę przyszłego roku. :))) Doraźnie dostałam wtedy pierwszy zastrzyk przeciwbólowy w kolanko, a przedwczoraj drugi. Nie wiem, czy pomaga. Wspomagam się także plastrami chińskimi przeciwbólowymi (kupionymi na Aliexpress), które pomagają na pewno.


      Skończył mi się termin umowy w mojej kablówce. Wypowiedziałam więc ją i znalazłam inną opcję dwa razy tańszą (płaciłam dotychczas 199 zł) za te same usługi. I co zrobiła moja kablówka? Nasłała na mnie pana, który zaproponował mi zmniejszenie opłat o 10 złotych!!! Wyśmiałam go (dosłownie) i pan potem wydzwaniał do mnie nieustannie. Zbijał cenę i zbijał, aż mu powiedziałam dobitnie, że nie mogę płacić więcej niż 100. Doszliśmy w końcu do kompromisu i płacę za to samo, czyli max programów, szybki internet i wszelkie bezpłatne rozmowy na świat, 112 zł. Jest to znaczna różnica w końcu. I co - dało się?


      Termin umowy na telefon też mi się kończył. Mam więc teraz nowego smartfonka Huawei P10 lite. Śliczna niebieska zabaweczka, z dużym ekranem, z odblokowywaniem odciskiem palca, a co najważniejsze - z bardzo dużą pojemnością, mieszczącą bez problemu moje "tysiące" apek!!!


      Syn przyjechał na parę dni z synową i prawdopodobnie sfinalizuje sprzedaż mieszkania. Nawet trafił się kupiec z gotówką. W końcu pewnie uda mu się "rozwieść" z byłą, bo spłaci całkowicie kredyt frankowy i podzielą resztę. O niechlubnej przeszłości z byłą przypominać mu będzie już tylko córka...


      Byłam także kilka razy z najstarszą wnuczką u lekarzy, także specjalistów. Wychodzi na to, że co prawda ciągle atakuje ją zapalenie zatok i swędzi głowa (nie, nie ma insektów), ale zasadniczo nic jej nie jest. To ciekawe. A badania odbyły się ekspresowo i na odpierdol. Nie rozumiem niektórych lekarzy...


      Zaliczyliśmy też kilka imprez imieninowych, w tym także mojego męża, czego się nie spodziewałam, bo zasadniczo już tego rodzaju imprez nie robimy i od dawna takźe nie byliśmy nigdzie zapraszani. Ale było bardzo sympatycznie.


      Szykuje nam się także impreza w grudniu. Córka z chłopakiem są już po zaręczynach i jest już wyznaczony termin ślubu. W związku z tym będą szukać większego mieszkania (na razie do wynajęcia), a na jego kawalerkę mają już wynajmującego. Wszyscy jesteśmy bardzo przejęci i bardzo się cieszymy. Ślub będzie bez wesela, z czego także się bardzo cieszymy (bo nie lubimy). Po kościele goście zostali zaproszeni na obiad do fajnej restauracji i tyle. A wszyscy młodzi sobie wieczorkiem pójdą do klubu na tańce.


      A teraz szykujemy się do wyjazdu na zasłużony urlop. Zrobiłam sobie znowu paznokcie (robię teraz co 5 tygodni). Rosną mi jak szalone! Tak samo systematycznie biegam do fryzjera, bo włosy też dostały rozpędu. A do krótkiej fryzurki się przyzwyczaiłam i bardzo ją lubię.

      pazurki na wyjazd

      Jedziemy na wczasy z moją przyjaciółką (z czego się strasznie cieszę) i wracamy 8 października. Będzie się działo!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Streszczenie miesiąca”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      sobota, 16 września 2017 22:22
  • wtorek, 15 sierpnia 2017
    • Ciąg dalszy tej końcówki ;)

      Chyba się pospieszyłam z tą końcówką, bo jeszcze mnóstwa rzeczy z Ali nie pokazałam, a też i jeszcze nie wszystko do mnie dotarło z dalekiego kraju.

      Niemniej jednak z zakupami przystopowałam znacznie, a teraz już wcale nie zamawiam, bo wyjezdżamy we wrześniu na dwa tygodnie i nie chcę, żeby te zakupy gdzieś się zapodziały...

      Tymczasem prezentuję kolejne zakupy.

      Wieszak składany na 12 wieszaków - oszczędza miejsca w szafie - 7,49 zł:

      wieszak składany

      Super szczoteczki do zębów bambusowe, miekkie - komplet 4 szt. 4,45 zł:

      szczoteczki do zębów bambusowe

      Wiatraczek na usb - 3,48 zł:

      wiatraczek na usb

      Okulary, a właściwie oprawki (bo szkła są zerowe) - 7,33 zł i pokrowiec za 7,60 zł. Podobno można wstawić swoje szkła w te oprawy. Gdyby się udało, to dopiero byłaby oszczędność! No i jakie ładne oprawki!

      oprawki i pokrowiec

      Pasek do dzinsów. Ciut schudłam i boję się, żeby mi nagle portki z doopy nie spadły. Małe rączki chińskie zrobiły mi pasek za 8,07 zł:

      pasek

      Plaga komarów wszędzie. Wypróbujemy takie oto opaski przeciwkomarowe. Cena 5 opasek w opakowaniu 2,44 zł:

      opaski przeciwkomarowe

      Mikrofon do nagrywania filmików smartfonem - niewątpliwie wzmacnia jakość dźwięku za jedyne 2,77 zł:

      mikrofon

      Miska składana lekka, z cienkiego, nieprzemakalnego materiału. Potrzebna w podróży. Cena 7,38 zł:

      miska skłądana

      Kosmetyczki transparentne - także na podróż. Jedna sztuka 3,78 zł:

      kosmetyczki transparentne

      Krem do rąk o zapachu banana. Super się wchłania. Nie ukrywam, że kupiłam głównie ze względu na opakowanie! Cena 6,03 zł:

      krem do rąk bananowy

      Super majtki! Bawełna z jakąś domieszką. W dotyku podobne do tych bambusowych. Idealne - kupiłam kilka par w różnych kolorach. Cena jednej 7,64 zł:

      majtki

      Kolczyki (których nigdy nie za dużo ;))) za jedyne 3,67 zł:

      kolczyki płąskie na łańcuszku

      Narzędzia do wyciągania kleszczy. Komplet 1,83 zł:

      do usuwania kleszczy

      Wosk czekoladowy do depilacji w granulkach. Kupiłam, ale nie umiem sobie z nim poradzić. Próbowałam rozpuścić w kąpieli wodnej (zgodnie z instrukcją na YT), ale opornie mi to szło - masa zaraz zastygała (zanim naniosłam na ciało). Cena tego eksperymentu - 4,53 zł:

      granulki wosku do depilacji

      Urządzenie do nawlekania igły - przydatne dla starszych (jak ja) z corsz słabszym wzrokiem za 1,19 zł: 

      do nawlekania igły

      To takie coś, co się zakłada na połaczenie np. wtyku z kabelkiem, żeby się nie przecierało. Przydatne. 1 sztuka 0,37 zł:

      do mocowania kabelka

      Bransoletka miękka typu Pandora - nawet ma napis Pandora na zapięciu. Cena 3,88 zł:

      bransoletka prawie pandora

      Bransoletka z kołem sterowym za jedyne 4,53 zł:

      bransoletka z kołem sterowym

      Błyszczyk do ust (bardzo fajny) za 8,95 zł:

      błyszczyk imagic

      Rewelacyjne bandaże elastyczne! Szerszy za 4,19 zł, a węższy za 2,46 zł:

      bandaże elastyczne

      Breloczki - 1 sztuka 2,30 zł:

      breloczki

      Taka ciekawostka: przyrząd do czyszczenia uszu z wymiennymi końcówkami. Te końcówki w kształcie świdra są mięciutkie i takiej długości, żeby nie wywierciły mózgu. Zobaczymy, jak się sprawdzą. Zapłaciłam za toto 5,14 zł:

      do czyszczenia uszu

      Znowu japonki. Cóż poradzę, że mam do nich słabość? Ale za takie pieniądze to chyba każdy by wziął - 17,21 zł:

      klapki japonki

      Smart band - oczywiscie wybrałam kolor niebieski, ale można dokupić wymienne paski w innych kolorach. Wyświetla godzinę, puls, ciśnienie, ilość kroków i przebytych km. Podobno też bada sen, ale jeszcze nie próbowałam, bo nie lubię mieć zegarka na ręku w czasie snu. Wszystko zapisuje za pomocą aplikacji w smartfonie. To czarne to ładowarka. Cena tego cacka to 61,80 zł:

      smart band

      Szara bluzka - cacuszko! Z koronkową wstawką, bardzo fajnie leży i jest luźna. Za całe 28,46 zł:

      bluzka z koronką

      I na koniec tego wpisu najbardziej zabawna rzecz, jaką kupiłam. Daje nam dużo radości w domu. Zaistalowałam to w kuchni i łazience. Naprawdę - fajnie się zmywa naczynia czy myje ręce. Już sobie wyobrażam, jak musiałyby się cieszyć tym małe dzieci! Ale my - duże dzieci, też mamy z tego zabawę. Ledy zainstalowane w wylewce za 5,40 zł:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Ciąg dalszy tej końcówki ;)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 sierpnia 2017 12:07
  • poniedziałek, 14 sierpnia 2017
    • Seriale, seriale...

      Córka wyjechała na urlop w góry, więc byłam znowu tydzień u niej (spałam tam) - opiekowałam się jej psem Tygrysem. Tym razem nie ruszyłam palcem w sprawie sprzątania czy prania. Poprzedni taki pobyt nauczył mnie, że nie warto. I chociaż tym razem pokój mojej wnuczki wyglądał jeszcze gorzej (jeżeli ktoś to sobie może wyobrazić) niż wtedy - zamknęłam tylko drzwi od jej pokoju i nie otwierałam do końca mojego tam pobytu. Wnuczki nie było tym razem (na szczęście), bo wyjechała na obóz taneczny.

      Tydzień spędziłam bardzo fajnie, chociaż pierwsze dni mało wypoczynkowo, bo była impreza w mieście i trzeba było się powłóczyć.

       

      To włóczenie zaowocowało zakwasami w łydkach. Na szczęście nie tylko moich, bo i męża także - narzekaliśmy oboje :)))

      Mąż przychodził do mnie na popołudniową kawkę, a potem jechał grzecznie do domu. Ja - oprócz wyprowadzania psa 3 razy dziennie - czytałam książkę, a poza tym pochłonęłam 2 sezony serialu "Pozostawieni" - jestem aktualnie przy sezonie trzecim. Bardzo interesujący serial. Uwielbiam takie motywy, trochę surrealistyczne, ale - jak się dobrze zastanowić - to i całkiem realne, bo nasz świat zmierza chyba do czegoś, czego sobie w tej chwili nie możemy wyobrazić... Polecam!

      Przypomniało mi się, że oglądałam też już kiedyś serial "4400", który w warstwie psychologicznej był podobny (ale bardziej fantastyczny).

      Generalnie nigdy nie lubiłam seriali. Wkurzało mnie zawsze, że na następny odcinek trzeba czekać. No i że nie zawsze miałam czas wtedy, kiedy serial był nadawany. Wszystko zmieniło się od kiedy można oglądać wszystkie odcinki, kiedy się chce. I tak najlepiej lubię oglądać serial - jeden odcinek po drugim. I tak mogę oglądać godzinami. Fakt, że teraz mam na to czas.

      W planach mam jeszcze seriale, które już zaczęłam oglądać ("Opowieść podręcznej", "Sześć stóp pod ziemią", "Trzynaście powodów"), a także nowo polecony "Younger".

      W kwestii pogodowej - ominęły nas wszelkie kataklizmy: nie było huraganów, wielkich burz, ulew. Nie było też upałów - temperatury sięgały góra 26 stopni, co było dość pocieszające (gdy się patrzyło na mapę pogody głównie na południowym wschodzie i południu). Teraz też jest najchłodniej, ale to akurat mi odpowiada.?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Seriale, seriale...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 sierpnia 2017 10:00