Z pamiętnika geriatryka

Wpisy

  • wtorek, 25 kwietnia 2017
    • Planowanie

      Co niedzielę otwieram kalendarz i planuję cały następny tydzień. Część wpisów jest tam już zrobiona wcześniej, a ja uzupełniam tylko wszystko na bieżąco. Wszelkie imieniny, urodziny i rocznice mam już wprowadzone wcześniej z zaznaczeniem powtarzania co rok. Wszystko opisane, podkreślone odpowiednimi kolorami... Dodatkowo kalendarz ten wysyła mi na maila przypomnienia dzień wcześniej o wszystkim tym, co mam zapisane w kalendarzu i o czym mam pamiętać, czy co zrobić. W ten sposób jeszcze nigdy nie udało mi się o niczym zapomnieć (chyba, że nie zapisałam w kalendarzu). Zaznaczam, że pocztę sprawdzam praktycznie zaraz po przebudzeniu, a i telefon przypomina mi, że mam nową wiadomość. Oczywiście w smartfonie mam też apkę skorelowaną z tym samym kalendarzem i pocztą mailową.

      Kalendarz ten prowadzę od 20 grudnia 2007 roku i pierwszy wpis jest taki: kupiliśmy zmywarkę. Bo w tym kalendarzu wpisuję także różne fakty, wizyty gości, ważniejsze telefony, zakupy, większe wydatki, badania i wizyty u lekarzy. Gdy chcę coś znaleźć, wystarczy dane hasło wpisać w wyszukiwarkę tego kalendarza i już wiem np. że ostatni skaling na nfz robiłam 23 maja zeszłego roku (czyli po 23 maja tego roku mogę iść na kolejny, co też już sobie zanotowałam!).

      kalendarze

      Ten tydzień mam tak kompletnie zapisany, że tylko kilka dni mam wolne wieczory. Ale za to w następnym luzy. To może w końcu wygospodaruję czas na przegląd szafy i szycie? Muszę znowu coś wykombinować na ślub i wesele najstarszego, a nie jest to łatwe - przyoblec taaakie ciało! Mam już kupiony żakiet w kolorze kobaltowym i do niego będą spodnie, bluzki, może jakaś letnia kiecka do ziemi. Z tym, że spodnie uszyję sama. Pewnie jakąś bluzkę też (jak nie kupię niczego odpowiedniego w necie). Dodatki raczej mam. Nie ma co się podniecać zbytnio. Jest jeszcze czas.

      A już w niedzielę impreza rodzinna: roczek najmłodszego wnuka. Z tej okazji umówiłam się jutro do fryzjerki. Sama nie wiem, czy zdoła ona cokolwiek zrobić na mojej głowie, z tych czterech włosów na krzyż. Zobaczymy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Planowanie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 kwietnia 2017 18:03
  • piątek, 21 kwietnia 2017
    • Nie ma jak w domu

      No dobrze. W końcu w domu.

      w domu najlepiej

      Jakoś teraz nie bardzo lubię bywać gdziekolwiek w odwiedzinach. I mimo, że atmosfera bardzo dobra, rodzinna, ludzie życzliwi i czas wielkanocny - po dwóch dniach tęskniłam już do domu.

      Ale chyba trzeba tak wyjeżdżać czasami na trochę, bo wtedy bardziej się docenia własne śmieci.

      W ogóle zauważyłam, że teraz ludzie mniej się odwiedzają. Nawet w obrębie rodziny to już jest trudność. I to nie tylko w naszym pokoleniu. Młodym też się już nie chce ruszać z domów, aby zacieśniać więzy rodzinne. Wolą jeździć "pod palmy". Może to kwestia kasy? Kiedyś się jeździło "po rodzinie", bo było taniej zanocować u krewnych i nikomu to nie przeszkadzało. A że rodzina rozrzucona po całym kraju i nie tylko... Zresztą nas dalej zapraszają i teraz, na emeryturze, mamy zamiar z tego korzystać i będziemy odwiedzać. Głupio tylko, że do nas rzadko ktokolwiek wita. A przecież zapraszamy stale. Może dlatego, że od nas do wszystkich bardzo daleko? Bo przecież jest gdzie spać, i gościnni jesteśmy - nie wiem. Może to lenistwo jakieś...

      Szczerze? Nam (a zwłaszcza mnie) też już się nie chce, bo to dwie noce tu, dwie noce tam, ale jak już się zbierzemy, to jakoś idzie.

      Trudno też w ogóle nigdzie się nie ruszać. Póki można będziemy jednak jeździć i odwiedzać. Teraz już mamy zaplanowany następny wyjazd w maju. Jedziemy poznać rodzinę narzeczonej najstarszego (ślub w czerwcu) przez Warszawę do Dęblina. Potem świętokrzyskie - rodzina ze strony moich rodziców i dziadków, potem Wrocław (chrześniak mojego męża). I to wszystko w tydzień! Bilety już kupione.

      A dzisiaj córka z chłopakiem zaprosili do teatru na spektakl "Projekt: Matka". No, to będziemy się ukulturalniać...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Nie ma jak w domu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      piątek, 21 kwietnia 2017 18:17
  • środa, 12 kwietnia 2017
    • Ciąg dalszy zakupów

      Zakupy sukcesywnie dochodzą do domu. Oto moje ostatnie nabytki:

      tusze

      U nas jeden taki tusz kosztuje prawie 100 zł.

      skarpety dla córki

      Jak już wspominałam, moja córka jest fanką jednorożców... ;)))

      duże portfele na dokumenty (paszport)

      To portfele na podróż - mieszczą paszport i inne pierduty. Jeden dla mnie, a drugi na prezent.

      wtyczki do butelek

      Te wtyczki wkręca się na 1,5 l butelki z wodą, robi w tych stożkach dziurki i wbija w doniczki czy skrzynki z kwiatami. I tak spokojnie można wyjechać na co najmniej tydzień, nie martwiąc się, że coś uschnie.

      srebrne kolczyki

      Srebrne kolczyki, którym po prostu nie mogłam się oprzeć - zwłaszcza, że były w promocji.

      kapelusz na lato

      Kapelusz na gorące i słoneczne lato w moim ostatnio ulubionym kolorze.

      portfel

      Świetny portfel, w którym mieści się i smartfon, i dużo kasy ;))) Może służyć jako wizytowa, mała torebka. Oczywiście w moim ulubionym kolorze.

      komplet dla wnuka

      Kto mnie zna osobiście, to wie, dlaczego ten zakup. Będzie dla starszego wnuka, gdy pójdziemy do młodszego na roczek.

      I to by było dzisiaj na tyle!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Ciąg dalszy zakupów”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      środa, 12 kwietnia 2017 14:08
  • poniedziałek, 10 kwietnia 2017
  • sobota, 08 kwietnia 2017
    • Wielepie

      Im starsza jestem, tym bardziej spostrzegam ze zdumieniem, że ludzie wkoło wiedzą wszystko lepiej. A już na pewno lepiej ode mnie. Nie to, żebym ja głupia była, bo tak nie uważam, ale inni wiedzą lepiej. 

      Ja już nie mówię o szacunku dla mego siwego włosa (od dawna nie robiłam odrostów, to widzę jak jest), ale tak w ogóle o szacunku do drugiego człowieka. Który w końcu coś tam przeszedł, wielu rzeczy próbował, na wielu "dobrych radach" się przejechał. I w końcu okazuje się, że te całe doświadczenia, przeżyte lata, to o kant doopy obić. Nie mogę sobie żyć, jak ja chcę.

      No, bo inni wiedzą lepiej. Wiedzą lepiej jak właśnie powinnam żyć, co nosić, co robić, czego nie jeść, a co jeść, ile ważyć,  z kim się przyjaźnić, a kogo olać. Jak mam postępować z mężem/córką/synem/wnuczką. Gdzie chodzić, a gdzie jeździć, albo biegać. A najlepiej zmądrzeć - być bardziej zdyscyplinowaną, konsekwentną i niczego się nie bać (albo bać).

      No dobra. Wiedzą lepiej, to ok. Ale dlaczego muszą mi o tym mówić???

      Ja może też bym mogła (nawet nie znając kontekstu wielu spraw) wiedzieć cokolwiek lepiej na temat innych, ale nikt mnie nie prosi o poradę czy pomoc, to się nie wcinam. Nawet, gdy mi ktoś marudzi w rękaw, to tylko wysłucham i tyle. 

      Ale może dlatego, że jednak za głupia jestem, żeby innym coś radzić i dlatego niektórzy uzurpują sobie takie prawo w stosunku do mnie?

      i rzecz dotyczy nie tylko wyglądu i nie tylko mężczyzn

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Wielepie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      sobota, 08 kwietnia 2017 17:41