Z pamiętnika geriatryka

Wpisy

  • sobota, 12 maja 2018
    • Wszystkiego za dużo

      

      W ten długi weekend byliśmy u mojej Przyjaciółki na dłuuuuugich urodzinach i na oblewaniu jej nowego mieszkania. Urodziny jak urodziny - wiadomo - co rok bliżej jej do emerytury (zostało 5 lat), z czego obie się bardzo cieszymy, bo może będziemy miały wtedy więcej czasu dla siebie… A jeżeli chodzi o mieszkanie, to już w ogóle super!


      Takie nowe, niewielkie (dwupokojowe) mieszkanie to świetna sprawa dla samotnej kobiety w kwiecie wieku. Wszystko nowe: meble, wszelkie urządzenia, materace, kołdry - no wszystko. Wszystko zakupione w minimalnych ilościach - tylko tyle, ile naprawdę potrzebne. Wszystko najlepszej jakości…


      Teraz sobie wyobrażam, że musiała bym się przenieść z mojego aktualnego mieszkania do takiego małego. Właściwie - sobie nie wyobrażam! Ile człowiek nagromadził przez 15 lat rzeczy (tylko przez 15, bo przecież tyle tu mieszkam)! Wszędzie coś poutykane, pawlacze zawalone, piwnice (2) zawalone - wszędzie kupa rzeczy, które przecież mogą się przydać i szkoda wyrzucić. Już nie mówię o ciuchach, bo właśnie kończę porządek w mojej przepastnej szafie i to mam jakby załatwione, ale o innych rzeczach typu torby różniste, kołdry, śpiwory, jeszcze dobre, ale już nie noszone kurtki, zastawy stołowe, nieużywany sprzęt kuchenny. A stare kable od nie wiadomo czego, ponad setka kaset vhs (mam jeszcze odtwarzacz, to pewnie będę oglądać???) ;))) Do tego mam męża, który też z zasady niczego nie wyrzuca i to też nie jest łatwe… A mieszkanie duże i przecież wiele jeszcze może zmieścić...

       

      to tylko niewielka część ciuchów z mojej szafy


      Bardzo zazdroszczę (ale tak pozytywnie) Przyjaciółce, że wkroczyła w nowy etap życia bez obciążeń starymi i zbędnymi rzeczami. I mam nadzieję, że solidnie przemyśli każdy kolejny zakup do domu. Bo obrosnąć w rzeczy jest bardzo łatwo i dzieje się to jakby niepostrzeżenie.


      To mi przypomniało mój epizod z życia, kiedy to w Berlinie zajmowałam się pewną ponad 80-letnią staruszką. Oprócz “damy do towarzystwa” miałam w zakresie obowiązków posprzątanie raz w tygodniu jej dwupokojowego mieszkania. I co mnie najbardziej wtedy zadziwiło? Kobieta miała w szafach pustki: Oprócz kilku dosłownie ciuchów, na półkach leżały 3 duże ręczniki,  2 zmiany pościeli i koc. Jej mieszkanie wyglądało zawsze tak, jakby przyjechała do niego na dwutygodniowe wczasy. Dla mnie to było bardzo zaskakujące i zastanawiałam się, jak to jest możliwe. Okazało się, że to jej dzieci wymiotły jej z mieszkania wszystko. Zostawiły tylko to, co matce do życia niezbędne właśnie po to, by było łatwiej sprzątać (och, ten niemiecki ordnung!). I wtedy uznałam, że to ma sens. Bo u moich dziadków i rodziców tych rzeczy było zawsze za dużo, zawalone szafy, wszystko pouciskane po kątach. Ani to posprzątać, ani nie można było wyrzucić. I do tego ten zapaszek staroci… A po ich śmierci wszystko jak leciało w kontener i na śmieci…


      wyrzucone ciuchy

      Trawestując powiedzenie: żyj krótko i zostaw atrakcyjne zwłoki - żyj długo i zostaw po sobie porządek!

      Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Wszystkiego za dużo”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      sobota, 12 maja 2018 12:09
  • piątek, 11 maja 2018
    • Doigrałam się

      

      Dzisiaj byłam na badaniu urodynamicznym i przy okazji mocno oberwałam po uszach. Chociaż mało się poczuwałam do winy przecież…


      Bo czy - jak młoda dziewczyna nie biega ciągle po kibelkach - nie podziwia się jej, że ma “dobre zawory”? Mnie zawsze podziwiano, że potrafię i pół dnia wytrzymać (miałam takie koleżanki, które na wycieczce wiedziały, bo odwiedzały, gdzie są kibelki publiczne po drodze, a ja przed wyjściem z hotelu i potem po powrocie… zresztą zawsze brzydziłam się publicznych wc-tów…


      Żeglowałam dużo w młodości i to przeważnie z chłopakami, a to - wiadomo - oni za fokiem na stojąco za burtę, a ja, jedyna kobieta, jak tu wypiąć goły tyłek? A jacht mały, bez wc - trzeba było donosić od portu do portu, albo chociaż od brzegu do brzegu (krzaki)...

       

      sikanie na stojąco takze dla kobiet

      Potem mój wyćwiczony pęcherz przydał się w pracy, w której nie mogłam sobie pozwolić na opuszczanie stanowiska przez całe godziny.

      I nikt mi nigdy nie powiedział, że to niedobrze, że to szkodzi. Nikt!


      Okazało się przy tym badaniu, że mam bardzo rozciągnięty pęcherz, prawie dwa razy bardziej niż normalnie. To powoduje moje problemy z nietrzymaniem moczu w czasie kaszlu czy kichania.


      Poza tym muszę najpierw zrobić porządek z tą przepukliną, bo najpierw ona, a potem ewentualnie operacja wszycia taśm (na nietrzymanie moczu) jeżeli nie uda się zmniejszyć tego pęcherza. Bo to wszystko wiąże się ze sobą, wszystko znajduje się w obrębie jamy brzusznej i przesunięcie jednego powoduje uciskanie lub nie drugiego narządu.

      Na razie mam zalecone częstsze korzystanie z wc (co 2 - 2,5 godziny) nawet, gdy nie będę czuła potrzeby, aby docelowo obkurczyć nieco pęcherz. Pani doktor powiedziała, że - jeżeli to mi się uda do wiosny przyszłego roku - operacja może nawet nie być potrzebna.


      Dźwiganie jest szkodliwe

      A oberwałam po uszach, bo kobieta nie powinna absolutnie dźwigać!!!

      To od dźwigania obniżają się wszelkie kobiece narządy, wyłażą przepukliny i robią się brodawki na nosie (ha, ha - to żart!). Panie położna i doktor stwierdziły, że kobiety za młodu nie zdają sobie sprawy z tego, że wtedy udają mocarne bohaterki, a potem, na starość, cierpią, bo muszą się naprawiać. Te sławne 3 kg dla ciężarnych powinno obejmować kobiety w każdym stanie, nie tylko błogosławionym.

      To nie można mi było tego wyłożyć łopatologicznie 50 lat temu?! Ile ja się nadźwigałam worów 50 kg, poprzesuwałam mebli…, pracowałam ponad siły i jeszcze jaka dumna byłam z siebie, że taka dzielna jestem i niczyjej pomocy nie potrzebuję!

      A teraz cierpię.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Doigrałam się”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      piątek, 11 maja 2018 00:02
  • czwartek, 26 kwietnia 2018
    • Uwiodło mnie życie realne

      

      Tak się zastanawiam, jak to jest, że teraz, na emeryturze, mam mniej czasu (takiego naprawdę wolnego, kiedy to mogę nic nie robić). Teraz (wydaje mi się) nawet mniej czytam, a już na pewno oglądam mniej filmów.

      Przeszła mi też już zupełnie fascynacja internetem. Z rozpędu sprawdzam pocztę, robię jakieś tam zakupy, coraz rzadziej wchodzę na FB (drażni mnie tam powszechny ekshibicjonizm pt. to zjadłam, tam byłam), chociaż sama do niedawna także wrzucałam zdjęcie mojej zielonej babki wielkanocnej...  Nie potrafię jednak z tego zrezygnować całkowicie, bo jednak jest to dla mnie źródło wiedzy. To, co mnie interesuje, mam podane jak na tacy. No i ten ożywiony kontakt z krewnymi… ;)))


      Oczywiście czytam w przerwach między innymi robotami domowymi. Mój mąż także się wciągnął i czyta to, co ja, czyli thrillery i kryminały. Stosik książek z biblioteki czeka stale na komodzie (nie licząc książek zakupionych do domu).

       

      do czytania


      Ale tak naprawdę to nie mogę się uporać z porządkami w mojej ogromnej szafie. Jakiś czas temu nabyłam trochę dużych, plastikowych, przezroczystych pojemników, aby łatwiej było pogrupować rzeczy i potem je znaleźć w tej szafie. Do tej pory właściwie jeszcze tego nie zrobiłam - stale jestem w trakcie. Bałagan w pokoju jest obrzydliwy, bo nie da się inaczej, a ja już tracę siły. Staram się codziennie coś ogarnąć, ale jest tego naprawdę dużo.


      Kiedyś myślałam o tym, jak to by było fajnie wywalić te wszystkie rzeczy i zostawić tylko to, co naprawdę najpotrzebniejsze, ale nie dam rady. Mam duszę chomika, a poza tym dla kogoś kto szyje, robi na drutach, robi karteczki - wszystko się może przydać! I tak już pozbyłam się rzeczy przydatnych w ogrodzie, bo tym już na pewno zajmować się nie będę. To, co potrzebne, aby uprawiać kwiatki pod balkonem i na balkonie, mieści mi się w szafce balkonowej.


      bratki na balkonie


      Mam także problem z ciuchami, bo mam ich za dużo. Ale też trudno mi się ich pozbyć - może teraz, przy tym porządkowaniu? Kupuję coś, co mi się podoba, ale nie zawsze trafię w rozmiar, albo materiał nie taki, albo po prostu źle się nosi… Z moimi rozmiarami nie jest łatwo dobrać ciuchy… A z ulubionymi ciężko się rozstać, nawet gdy się skurczą w praniu… ;)))


      Oczywiście w tzw. międzyczasie zawsze sobie wymyślę jakąś dodatkową robótkę. I tak, w ferworze sprzątania balkonu, wpadłam na genialny pomysł odnowienia parapetów zewnętrznych. Mamy te parapety takie zwykłe, z blachy ocynkowanej. Kilka lat temu okleiłam je folią samoprzylepną w kolorze ram okiennych (mahoń), ale niestety, nie było to pokrycie trwałe. Zwłaszcza w miejscach łączenia powstały zadziory, a gdzieniegdzie też ta folia z lekka się pomarszczyła. Pomyślałam więc, żeby to wszystko wyszlifować papierem ściernym i pokryć żywicą epoksydową w tym kolorze. Wyszukałam w necie, zakupiłam, stoi i czeka na pogodę. Już się cieszę na nową robótkę!


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Uwiodło mnie życie realne”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 kwietnia 2018 12:10
  • sobota, 14 kwietnia 2018
    • By to trafił - bis

       

      By to trafił szlag! Tak mi się wypsnęło, bo kątem ucha słuchałam premiera naszego biednego państwa, który obiecywał, obiecywał i obiecywał? Usłyszałam, że obiecał emerytury (najniższe, ale jednak) kobietom, które urodziły i wychowywały minimum czworo dzieci.

       

      moje dzieci


      No i jak tu nie kochać rządzącej partii?! Dlaczego ona dopiero teraz doszła do władzy i dopiero teraz wprowadzi takie przepisy? Teraz, kiedy ja już jestem na emeryturze, po przepracowaniu całego życia (tuż po maturze)? Gdy pracując rodziłam te 4 dzieci, potem pracując studiowałam, a teraz mam najniższą emeryturę, bo (z powodu dzieci głównie) brak awansu, ciągłe zmiany pracy, a potem praca na czarno (inaczej się nie dało, a żyć trzeba było).  I wtedy 500+ na dzieci nie było, a przecież na czworo, to ile ja tej kasy bym nachapała? i nie musiałabym się martwić o emeryturę?


      A kiedyś wydawało mi się (bo żyłam w kraju socjalistycznym), że było dobrze, bo te żłobki, przedszkola, kolonie (wszystko tanie) dla dzieci?

      Teraz to dopiero będzie dobrze! Nic, tylko rodzić dużo dzieci i nie martwić się przyszłością. Nasz bogaty kraj zapewni wszystkim dobrobyt!


      A tak serio: boję się, że niektórzy (obawiam się nawet, że większość)  wezmą sobie te obietnice do serca. Widzę przecież już wokół wyraźnie rezultaty 500+ i nie jest to optymistyczny widok. Bo jednak rozmnażają licznie nam się chyba nie ci, co trzeba?


      Oczywiście nie martwię się tym, czy naszemu Państwu wystarczy kasy na te wszystkie obietnice. Dotychczasowe poczynania rządu udowadniają chyba dobitnie, że kasy jest mnóstwo. Gdyby tak nie było, to z czego by brali na te wszystkie premie, nagrody, ochrony, pomniki i stanowiska? Więc jest pewne, że kasa musi być zasobna?

      Mam co prawda pewne wątpliwości, bo przecież zastali 2 lata temu Polskę w ruinie, rozgrabioną przez rząd poprzedni, który nakradł i przeżarł ją ośmiorniczkami. To gdzie i skąd teraz te pieniądze? No, ale ja się nie znam, bo tylko marny żuczek jestem?

       

      ośmiorniczki


      O ludzie! I jeszcze słyszę, jak nasz piękny, powstały z kolan kraj, budzi się ze snu! Znowu pracują stocznie (ha, ha - bzdura), huty, kopalnie! Przemysł rośnie w siłę!

       

      stocznia


      Przypomina mi się to, co już było kiedyś: co innego słyszę, a co innego wokół widzę.

      Dobrze, że już jestem stara - zawsze można powiedzieć, że chyba już wzrok mam nie ten...

       

      Myślę, że aktualny rząd ma zapewnioną następną kadencję. Nikt już niczego więcej nie jest chyba w stanie obiecać... niestety...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „By to trafił - bis”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      sobota, 14 kwietnia 2018 14:45
  • środa, 11 kwietnia 2018
    • By to trafił!

      

      Szlag - oczywiście! To jest tak, jak dzisiaj rozmawiałam przez telefon z Przyjaciółką: kiedyś rozmawiałyśmy godzinami o pierdołach - o facetach, o ciuchach, o seksie… Dzisiaj też gadamy godzinami - ale, albo o problemach z dorosłymi naszymi dziećmi, albo o naszych chorobach i beznadziei naszej służby zdrowia. To obrzydliwe, ale tak jest - niestety…


      Wczoraj w końcu wybrałam się do gina - zwyobracał mnie na wszystkie strony, pobrał co mógł, prześwietlił usg, powygniatał piersi… no, normalne badanie, jak zawsze.

      Ponieważ nie bardzo chciałam wyjść z gabinetu, zapytał czego mi jeszcze do szczęścia potrzeba. Powiedziałam, że właściwie to głównie przyszłam po skierowanie na badanie urodynamiczne, coby mnie dalej skierowano na operację. Stwierdził, że na jego oko nie powinnam mieć z tym (znaczy z nietrzymaniem moczu), bo mam dość prężne mięśnie tu i tam (ha, ha), ale skoro twierdzę, że mam z tym problem…

      Wypisał skierowanie do poradni przyszpitalnej (gdzie także pracuje), powiedział że w razie problemów mam do niego dzwonić, wydrukował paragon, zainkasował 200 zł i pojechałam do domu. Jutro się wybieram do tej poradni, żeby się grzecznie zarejestrować na termin.

      Mam nadzieję, że protekcyjnie dość szybko dostanę się na to badanie i szybko mnie zakwalifikują do zabiegu, bo przecież na październik mamy zabukowane wczasy i muszę być sprawna, zwarta i gotowa. A jakiś okres rekonwalescencji jednak mnie czeka…

      wysyp śnieżników pod balkonem

      Piękna pogoda ostatnio. Zebrałam się też z tej okazji i wysprzątałam balkon. Zlikwidowałam już moje wszelkie uprawy, nie będę się już w to bawiła. Powywalałam te wszystkie doniczunie i skrzynie. Zostały tylko długie skrzynki na kwiaty. Teraz balkon to będzie jedynie miejsce wypoczynku. Już się narobiłam.

      Rozłożyłam leżak i ległam na słońcu. Gdy się z niego podnosiłam zauważyłam, że na brzuchu, pośrodku nad pępkiem, zrobiła mi się taka gula wielkości pięści (w czasie wysiłku). Oczywiście pognałam od razu do kompa i do dr Googla. No i doszukałam się! Prawdopodobnie mam przepuklinę kresy białej, choć o takim cudzie słyszę po raz pierwszy! Robi mi się coś takiego dokładnie, jak na rycinie na drugim obrazku. Już dawno tak nie klęłam… Na to tylko operacja…


      Oczywiście pójdę do lekarza pierwszego kontaktu, dostanę skierowanie do chirurga, a ten pewnie mnie skieruje na operację. Mam tylko nadzieję, że ta operacja to już po wczasach, w listopadzie - no bo przecież długo się czeka… No i mam nadzieję, że z tą przepukliną do tej operacji dożyję… No bo i czarne myśli mam… Może jakiś pas załatwi na razie sprawę... Tak się nakręcam, no ale to przecież nie jest normalne i widoczne gołym okiem. Tylko - całe szczęście - nic tam mnie nie boli.

       

      krokusy na błoniach


      Ból kolana przy tych wszystkich atrakcjach to mały pikuś - da się z tym żyć i taki ból można oswoić. Wraz z pogodą wiosenna zaordynowałam w domu spacery - codziennie po południu, po obiedzie wychodzimy z mężem do parku. Trochę chodzenia, trochę siedzenia na ławeczkach i tak jakoś idzie.

      Muszę jeszcze trochę ćwiczyć nogę (tę z bolącym kolanem), żeby wzmacniać mięśnie, ale to już gorzej mi wychodzi. Takie głupie ćwiczenia, faktycznie izometryczne - wydaje się człowiekowi, jakby nic nie robił i nic się nie działo…


      emu z naszego parku

      Poza tym czytam, trochę szyję, trochę porządkuję. Takie normalne życie emerytki...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „By to trafił!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      r.lisiecka
      Czas publikacji:
      środa, 11 kwietnia 2018 23:14